Kruszwica - Gaj Wymysłowicki

12 min

Refleksyjna trasa rowerowa z Kruszwicy do Gaju Wymysłowickiego. Szukamy śladów rodu von Wilamowitz-Moellendorff.

Scriptio Inferior

Kruszwica • 0.0 km
Kobylniki • 2.3 km
Rożniaty • 3.9 km
Żerniki • 7.4 km
Markowice • 10.7 km
Gaj Wymysłowicki • 14.5 km

Siedzę na rynku w Kruszwicy. Jest wielki i pusty. Prawie jak mój notesik. On też jest pusty, ale mam zamiar zapisać w nim wielką historię. Kilka kilometrów stąd na leśnym cmentarzu spoczęły prochy wybitnego badacza literatury antycznej — Ulricha von Wilamowitz-Moellendorffa. Zmarł w Berlinie, ale jego życzeniem było spocząć na rodzinnym cmentarzu w Gaju Wymysłowickim. Pisał o sobie „niemiecki Kujawiak”. Ruszmy jego śladem, w głąb wielkiej historii. Pojedziemy właściwie jedną drogą, którą jako młodzieniec pewnie nieraz przemierzał.

  • Tło dla: Kruszwica
    0 / 14.5 km

Kruszwicki rynek, wielki i pusty, został skrupulatnie wybetonowany. W upalny dzień trochę cienia dają wysokie drzewa, które uchowały się na północnej części placu. Jest dopiero wczesna wiosna, jeszcze nie ma liści, ale siedzę między drzewami. Siedzę w cieniu historii.

Niewiele osób ma świadomość, że na kruszwickim rynku znajdowały się aż trzy obiekty sakralne różnych wyznań. Dzisiaj przy rynku pozostał tylko katolicki kościół pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Drzewa przez długie lata otaczały kościół ewangelicki, który został uroczyście poświęcony jesienią 1860 roku. Po kościele nie ma już śladu, podobnie jak po synagodze, która znajdowała się na południowo-zachodnim krańcu rynku. Została zniszczona przez Niemców na początku okupacji. Kościół ewangelicki rozebrano po wojnie. W jego miejscu zbudowano publiczne szalety. W końcu je też zlikwidowano. Drzewa zostały.

Widok ewangelickiego kościoła zachowały na szczęście archiwalne pocztówki.

Na budowę kościoła ewangelickiego sporą sumę, prawie jedenaście tysięcy marek, przekazała Emma von Schwanenfeld — dziedziczka Kobylnik. Ulrich mówił o niej “ciotka Emma”. Była siostrą jego ojca — Arnolda.

Ruszajmy do Kobylnik, to zaledwie dwa kilometry! Zobaczymy, gdzie spędzał czas młody Ulrich.

Jadę na północ zatłoczoną drogą numer 62. Ruch bywa spory, zwłaszcza od pamiętnej jesieni 1881, gdy ruszyła pierwsza kampania cukrownicza. Od tego czasu, w każdą jesień przy drodze ustawiały się pojazdy z burakami. Najpierw furmanki, potem traktory z przyczepami a teraz załadowane po brzegi ciężarówki. Trzeba uważać. Na szczęście obok drogi prowadzi szeroki chodnik z betonowej kostki. Po chwili mozolnego pedałowania pod górę skręcam w prawo i zajeżdżam pod pałac w Kobylnikach.

  • Tło dla: Kobylniki
    2.3 / 14.5 km

Pałac w Kobylnikach to obecnie zadbany hotel, ale historia nie daje o sobie zapomnieć. Nad drzwiami wejściowymi, które chroni para lwów, widać kartusz z rodowymi herbami Wilamowitz-Moellendorff.

Eklektyczny gmach robi wrażenie. Został zbudowany w latach 1902–1903, z inicjatywy Hugo von Wilamowitz-Moellendorff, brata Ulricha. Hugo był zamożnym ziemianinem, właściciel okolicznych wsi. Figura nie byle jaka! Hugo von Wilamowitz-Moellendorff był landratem inowrocławskim, pełnił także funkcję nadprezydenta Prowincji Poznańskiej.

Pałac w Kobylnikach szczęśliwie przetrwał historyczne zawirowania bez uszczerbku. Tak prezentuje się na historycznej pocztówce.

Hugo wystawił wspaniały pałac, ale nie nacieszył się nim długo. Podczas nieszczęśliwej przejażdżki konnej w parku doznał śmiertelnego wypadku. Zmarł 30 sierpnia 1905 roku. Został pochowany na cmentarzu w Gaju Wymysłowickim, celu wycieczki. Kobylniki odziedziczył jego syn Fritz.

W Kobylnikach nie udało mi się odnaleźć śladów “ciotki Emmy”. Zmarła w 1876, ale wiem, że w tej podróży natrafię na pozostałości jej dziedzictwa. W każdym razie nadzwyczaj ciepło wspominał ją Ulrich. Emma, która dzieliła życie między Italię i Kobylniki wprowadziła do prowincjonalnego majątku światowy sznyt. To zapewne pod jej wpływem Ulrich rozsmakował się w antycznej kulturze.

Z historią pałacu wiąże się ciekawa anegdotka. W 1945 roku, do opuszczonego budynku weszli okoliczny mieszkańcy. Niektórzy zapuścili się na poddasze. Jak weszli, tak z krzykiem uciekli. Przeraził ich pokój, który miał ściany pomalowane na czarno. Ożyła opowieść, jakoby właściciel pałacu był masonem i tutaj odbywały się tajemnicze ceremonie. Czy rzeczywiście?

Opuszczam park, mijam zabudowania gospodarcze. Przez trzysta metrów jadę asfaltem, a później prosto do Rożniat. Jadę odnaleźć zapuszczony leśny cmentarz, w którym, jak mówią, znajduje się “grób masona”.

Droga gruntowa

Droga prowadzi spokojną, zacienioną aleją. Latem trochę się kurzy, ale da się żyć. W powietrzu czuć aromat prawdziwej kujawskiej wsi. Dla niektórych to może być niezła motywacja, by nabrać tempa.

  • Tło dla: Rożniaty
    3.9 / 14.5 km
    +4

Po kilku minutach docieram do niewielkiego zagajnika. W lewo odbija droga do leśniczówki. Jadę prosto i po chwili docieram do skrzyżowania.

Wprawne oko może zauważyć lichą ścieżkę, która prowadzi w las. Odważni, którzy chcieliby zapuścić się między drzewa, mogą odszukać niemal całkowicie zdewastowany dawny cmentarz ewangelicki. Spoczęli tu pierwsi właściciele Rożniat i Kobylnik. Może leży tu “ciotka Emma”? Tutaj miał znajdować się “grób masona”. Nie udało mi się znaleźć informacji, że Wilamowitze angażowali się w organizacje masońskie. Różne loże działały na Kujawach jawnie i legalnie. W całym kraju zostały rozwiązane dekretem prezydenta Mościckiego dopiero w 1939.

Kilkanaście lat temu spokoju cmentarza bronił wielki, marmurowy anioł. Nie wypełnił swojej misji — został skradziony. Nagrobki zapadły się. Z cmentarza zginęło nawet metalowe ogrodzenie. Anioł zginął, ale pamięć jeszcze się trzyma. Co jakiś czas na pustym postumencie pojawiają się znicze.

Ile czasu minie, zanim wspomnienie o ewangelickiej nekropolii całkiem się zatrze? Kiedyś w głębi lasu znajdował się jeszcze inny cmentarz — choleryczny. Stare mapy wskazują, że przy nim mogła stać drewniana kapliczka.

Na wszelki wypadek zapiszę to wszystko w notesiku. Trochę tych historii udało się nazbierać, a jeszcze tyle drogi przede mną.

Ruszam dalej i wypatruję przydrożnej kępy drzew. Ostrożnie — ostatnio była tam pasieka. Przy kępie znajdował się jeszcze jeden niewielki cmentarzyk albo tylko pojedyncza mogiła. Czyja? Niestety, także tutaj pamięć przegrała nierówny pojedynek z czasem.

Za to pod zagajnikiem wciąż stoi niepozorny, szary budynek. To dawna szkoła, która została ufundowana przez Emmę von Schwanenfeld i jej męża. Do szkoły prowadzi piękna aleja kasztanowców. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak tędy jechały lakierowane powozy jaśniepaństwa, a “ciotka Emma” z dumą pokazywała swoją fundację.

+1.52 km

Szukam polnej drogi kierującej w prawo — prowadzi do miejsca pamięci. W październiku 1939 niemieccy sąsiedzi zamordowali w lasach rożniackich miejscowych Polaków. Mord w Rożniatach był jednym z wielu aktów ludobójstwa (tak zwana Zbrodnia Pomorska). Tuż po wojnie władze niespecjalnie przejęły się pamięcią o zamordowanych Polakach. Byli to sołtysi, działacze narodowi, weterani wojny z Bolszewikami. Ekshumacja została przeprowadzona dopiero w 1951.

Droga polna

Opuszczam zabudowania Rożniat. Stan drogi nieco się pogarsza. Po ulewach można spodziewać się sporych kałuż. Gdzieniegdzie zalega błoto. Trasa delikatnie skręca na zachód. Przekraczam mostek nad głębokim rowem melioracyjnym, a później tory linii kolejowej numer 231. Nawierzchnia poprawia się. Przecinam drogę Inowrocław–Kruszwica i już wygodnym asfaltem jadę do Żernik. Do kolejnego pałacu.

  • Tło dla: Żerniki
    7.4 / 14.5 km

Po kilometrze z niewielkim okładem docieram do skrzyżowania. Stoję na łagodnym wzniesieniu. Na południe odbija szutrowa droga, która prowadzi prosto do niszczejącego dworku otoczonego parkiem. Dworek na początku dwudziestego wieku nabył Klaus von Heydebreck, mąż Hildegardy, najstarszej córki Hugona von Wilamowitz-Moellendorff. Klaus był zaradnym, postępowym gospodarzem. Jako jeden z pierwszych Niemców przeprowadził parcelację części swojego majątku, co zresztą nie spodobało się jego ziomkom. Niemiecka prasa nazywała go wręcz „zdrajcą niemczyzny”. Klaus von Heydebreck był emocjonalnie związany z Kujawami. Napisał nawet książkę o Markowicach: Markowitz: Beiträge zur Geschichte eines kujawischen Dorfes.

Klaus wrósł w tę ziemię. Podobno na łożu śmierci zażądał, żeby przygnieciono go kamieniem, tak jak on dociskał kujawską ziemię. Jego życzeniu stało się zadość.

Po chwili pedałowania żegnam wygodny asfalt i zatrzymuję się pod rozłożystymi platanami.

Droga polna

Czas podjąć ważną decyzję: jechać prosto, polną drogą czy skręcić w lewo i trzymać się asfaltu? Trasa polna jest krótsza, ale po obfitym deszczu może być nieprzejezdna dla rowerzysty. Jeśli wcześniejszy odcinek Rożniaty–Janowice dał ci w kość, Łatwiej na pewno nie będzie. Warto rozważyć asfalt. Może skręcić w prawo? Wprawne oko zauważy na betonowym słupie malunek żółtej muszli. Tędy wiedzie odcinek Szlaku Jakubowego. Za wsią przechodzi w polną drogę, później łączy się z asfaltem wzdłuż obwodnicy Inowrocławia.

+3.1 km

Postanowiłem przejechać tę trasę prostą drogą. Zatem nie mam wyjścia, naprzód!

Polna droga dość stromo opada w dół. Nabieram tempa, ale po chwili zwalniam i mozolnie przedzieram się przez błotne kałuże. Niewygodę rekompensuje bliskość natury i poczucie, że jadę po tej samej ziemi, którą przed laty przemierzali członkowie rodu von Wilamowitz-Moellendorff. Okazuje się, że błocko łączy pokolenia. Ulrich wspominał, że jego ojciec na własnych rękach wniósł Ulrykę, swoją młodą żonę do pałacu w Markowicach. Nie był to żaden romantyczny gest. Ugrzązł powóz, którym ruszyli z rodzinnych Priegnitz na odległe Kujawy.

Do Markowic jeszcze kawałek, chociaż widać, jak na horyzoncie bieli się wieża tamtejszego sanktuarium. Zanim tam się dowlokę, mam czas, żeby rozmyślać nad historią polnej drogi.

Trakt przecina dawną, zapomnianą rzekę. Jej nazwa — “Śmiernia” wzięła się od sąsiadującej karczmy. Karczma zniknęła już dawno temu. Spławna rzeczka z czasem zarosła i zniknęła z map. Teraz, po deszczach, jej stare koryto próbuje wrócić do życia.

Wreszcie błoto ustępuje i zbliżam się do kawałka asfaltu przy obwodnicy Inowrocławia.

Okoliczności przyrody nie są może porywające, ale warto tu przystanąć na chwilę i złapać oddech. Kiedy pokonam obwodnicę, czeka jeszcze jeden odcinek polnej drogi. Jest krótszy i płaski, ale potrafi dać w kość.

Walcząc z ostatnim odcinkiem polnej drogi, zerkam na aleję drzew odbijającą na północ. Zarośnięta droga prowadziła niegdyś do ogrodu ze stawem zwanego „Kampel”. Tutaj podobno wypoczywała Hildegarda von Wilamowitz-Moellendorff, żona Klausa von Heydebreck.

Wreszcie asfalt! Teraz skręcam w lewo i jadę asfaltem w stronę markowickiego Sanktuarium Maryjnego. To spokojna droga, która pozwala na chwilę oddechu po trudach polnych zmagań. Jeszcze kilka lat temu, przed budową obwodnicy, ten odcinek był częścią głównej drogi z Inowrocławia do Poznania. Auta pruły jak szalone, a rowerzyści nie mieli łatwego życia.

  • Tło dla: Markowice
    10.7 / 14.5 km

Arnold von Wilamowitz-Moellendorff, brat Emmy i ojciec Hugona oraz Ulricha, kupił Markowice w 1836 roku. Dziś za ocalałym, murowanym ogrodzeniem rozciąga się jedynie rozległy, stary park, ale kiedyś stał tu pałac – prawdziwe gniazdo rodu.

Pierwotny wygląd pałacu w Markowicach zachował się tylko na kolorowej, sielskiej akwareli Heinricha Litzmanna.

Uderza mnie to, jak różnie potoczyły się losy tych trzech posiadłości. Pałac w Kobylnikach zachował się wspaniale i tętni życiem. Ten w Żernikach powoli chyli się ku upadkowi. Natomiast z markowickiego gniazda rodu Wilamowitz-Moellendorffów nie przetrwało do naszych czasów niemal nic.

Tak przed wojną prezentował się Pałac w Markowicach. Kadr z przedwojennej pocztówki.

Pałac został spalony w czasie tragicznych wydarzeń z września 1939 roku. Niemiecki zwiad, który zbliżał się do Markowic, został powstrzymany przez polską samoobronę. Wywiązała się strzelanina, emocje sięgnęły zenitu. Gruchnęła wieść, że ktoś strzelał z pałacu. Spanikowani Polacy zabili ukrywających się tam Niemców. Budynek splądrowano, później podpalono. Niemieccy żołnierze w odwecie chcieli zabić wszystkich Oblatów przebywających w miejscowym klasztorze. Zakonnicy ocaleli dzięki wstawiennictwu Roberta Jaschika, niemieckiego kasjera majątku oraz wnuka Hildegardy — Johena von Egan-Kriegera.

Ofiary zbrodni — niemal cała rodzina ogrodnika Adolfa Reicha, zostały pochowane na cmentarzu w Gaju Wymysłowickim.

Zatrzymuję się na chwilę przy Sanktuarium Matki Bożej Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw. Trochę odpoczywam, trochę rozmyślam. Bazgrzę w notesiku. Ulrich pisał o sobie Origine Cujavus — z pochodzenia Kujawiak. Był także żarliwym pruskim patriotą. Gardził hakatystami, ale był lojalny wobec swojej ojczyzny. Z jego inicjatywy powstała Deklaracja Profesorów Uniwersyteckich Rzeszy Niemieckiej, która uzasadniała wybuch wojny światowej jako walkę w obronę kultury niemieckiej. Deklaracja została podpisana 16 października 1914. Dzień wcześniej, pod Dęblinem poległ jego syn Tycho.

Schorowany Ulrich po raz ostatni na ukochanych Kujawach był w 1928 roku — trzy lata przed śmiercią. Chciałbym wierzyć, że udało mu się odwiedzić te wszystkie miejsca, które i ja zwiedziłem.

Droga do Gaju Wymysłowickiego prowadzi niepozbawionym dziur asfaltem. Jadę na południowy zachód. Na Kujawach oznacza to walkę z wiatrem. Droga prowadzi przez pola, więc nie ma tu żadnej osłony. Nawet niewielki wietrzyk, rozpędzony szerokimi polami, potrafi podnieść tętno.

Bardzo lubię ten odcinek. Jest wyasfaltowany, ale bardzo stary. Myślę, że jego historia sięga nawet czasów średniowiecznych. Na archiwalnych mapach jest to najkrótsza droga, która prowadzi z pradawnej przeprawy w Mątwach przez Ciechrz do Kwieciszewa a później w głąb Wielkopolski.

Zatrzymuję się przy skrzyżowaniu dróg obok błękitnej kapliczki.

Droga gruntowa

Czeka mnie ostatni odcinek. Utwardzoną drogą jadę prosto do Gaju Wymysłowickiego. Po chwili docieram do granic lasu. Drzewa chronią przed wiatrem. Szukam drogi, która odbija w las. Na szczęście o zjeździe do cmentarza informuje stosowna tabliczka. Dodatkowo przy skręcie stoi dąb szypułkowy — pomnik przyrody. Tam skręcam. Pomiędzy drzewami widać tablicę informacyjną. Jestem na cmentarzu.

  • Tło dla: Gaj Wymysłowicki
    14.5 / 14.5 km
    +2

Cmentarz jest… skromny. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżam, uderza mnie prostota tego miejsca. Owszem, wiele nagrobków jest zdewastowanych. A jednak, gdy uświadomić sobie, że spoczęli tu ludzie potężni, zamożni, ta powściągliwa sceneria nabiera szczególnego znaczenia.

Cmentarz został założony w 1837 roku przez Ulrykę von Calbo i jej męża Arnolda von Wilamowitz-Moellendorff. Nagrobki rozmieszczono na planie koła. W jego centrum znajduje się krypta, gdzie spoczęli Arnold, Ulryka i ich syn Hugo. Wokół nich pochowano kolejnych członków rodziny. Później chowano tu okolicznych Niemców, w tym ofiary wrześniowego zajścia w Markowicach.

Większość nagrobków jest zniszczona. Po wojnie cmentarz był kompletnie zaniedbany. Profesor William M. Calder III, amerykański filolog klasyczny w 1966 bezskutecznie próbował odnaleźć grób Wilamowitza. Pojawiły się nawet plany, żeby nekropolię całkowicie zlikwidować. Cmentarz uratowali Antoni Słowiński — ówczesny prezes PTTK w Strzelnie oraz Grzegorz Kocioł — leśniczy z Kurzebieli, którzy umieścili na tujach amerykańskich tabliczki oznaczające pomniki przyrody.

Prace porządkowe rozpoczęły się dopiero na początku lat 90. Do porządku Gaj Wymysłowicki doprowadzili juniorzy z Niższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów M.N. pod kierunkiem Edmunda Mikołajczaka.

Powoli, żmudnie odbudowuje się pamięć o skomplikowanym polsko-pruskim, wspólnym dziedzictwie. A ja? No cóż, zamykam notesik i zabieram ze sobą plastikową butelkę, którą ktoś wyrzucił pod krzyżem. Przynajmniej tyle mogę zrobić.

Teraz czas na Ciebie!

Zaplanuj swoją własną przygodę!

Opis zaktualizowany w tym miesiącu.

✓ Aktualne
1 kwietnia 2026 18 kwietnia 2026
Pobierz plik GPX

Pobierając plik akceptujesz regulamin serwisu manowce.com.

Twój plan jest pusty.
Dodaj punkty klikając ikonę przy etapach wyprawy.

Obliczanie parametrów wyprawy…

Bibliografia

Niemal identyczną trasę opisałem w mojej książce "Kujawy na kole".

  • 📄
    Appel, W. & Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (2023). Ulrich von Wilamowitz-Moellendorff 1848-1931 z urodzenia kujawianin : książka przygotowana z okazji sto siedemdziesiątej piątej rocznicy jego urodzin. https://doi.org/10.12775/978-83-231-5224-8